STRONA GŁÓWNA




NOWOŚCI:
o projekcie: Jak się przygotować do pracy? Jak ją znaleźć? Jak dobrze pracować?

Wychowanie do pracy-poradnik dla rodziców

Wychowanie do pracy-poradnik dla nauczycieli

POLECAMY:

Kultura pracy a bezrobocie (referat + zapis dyskusji)
Stefan Wilkanowicz


Czy bezrobocie jest nieuniknione?
dr Jacek Fitt


ARCHIWUM:
Wszystkie teksty



 

Stefan Wilkanowicz 
1 2 3  
Dyskusja 4 5 6  


KULTURA PRACY A BEZROBOCIE

Dlaczego kultura pracy? º Jakich mamy bezrobotnych? º Postęp techniczny i ludzie "zbyteczni" º Bezrobotni i społeczność lokalna º Doświadczenia i propozycje º Dyskusja



Referat wygłoszony 6 października 2003 r.
2. dnia XVIII Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej w Chrzanowie.

Dlaczego kultura pracy?

Bo nie chodzi tu tylko o wiedzę, ale także o postawy i umiejętności. Wiedza to warunek wstępny, ale nie wystarczający - zwłaszcza w czasach, kiedy trzeba się uczyć stale. Ważniejsza jest postawa, to znaczy chęć uczenia się i porządnego pracowania, pilnie i z inicjatywą, z troską o użytkownika wyników mojej pracy (zarówno przedmiotów jak i badań naukowych). Tego się trzeba uczyć poprzez pracę, książkowa wiedza nie wystarcza.

Zatem kultury pracy trzeba uczyć od dziecka - poprzez pracę. Tymczasem rodzice często są przekonani, że dziecko tylko ma się uczyć, im więcej tym lepiej, bo od tego zależy jego przyszłość. A zatem: "ucz się, ucz się, w domu niczego nie musisz robić". W rezultacie dzieciak wbija sobie do głowy rozmaite wiadomości, które nie koniecznie będą mu w życiu potrzebne. Natomiast wyrasta na nieudacznika i egoistę, który nie może sobie w życiu poradzić, jest niesprawny, nie ma inicjatywy, poczucia odpowiedzialności.

Nie ma co ukrywać, że system szkolnictwa nie jest jeszcze dostosowany do istotnych potrzeb dzisiejszego społeczeństwa. Nadal istnieją szkoły (choć coraz mniej), które "z natury rzeczy" produkują bezrobotnych, to znaczy uczą w sposób nie dający szans na znalezienie pracy. Sytuacja jest paradoksalna: gdy się rozmawia z bezrobotnymi czy z przedstawicielami Urzędów Pracy, to się widzi brak ofert pracy, a gdy z agencjami, które poszukują pracowników, to okazuje się, że "nie ma ludzi do pracy". To znaczy ludzie są, tylko nie z takim wykształceniem i nie z takimi cechami charakteru jakie są potrzebne.

Jest to sytuacja dramatyczna. Niedawno mówiliśmy o niej w ramach poświęconego bezrobociu "Tygodnia Społecznego" w Oświęcimiu. Jednym z jego tematów było właśnie przygotowanie do pracy w szkole. Bardzo ciekawe były głosy nauczycieli, którzy dzielili się swoimi doświadczeniami i bolączkami.

Na ogół biorąc w szkole nie myśli się o tym, żeby dziecko odpowiednio wcześnie przygotować do pracy. Żeby to dziecko już w szkole coś robiło, żeby było za coś odpowiedzialne, żeby mogło mieć inicjatywę. A nie tylko traktować je jak małego człowieka, któremu trzeba wpychać do głowy informacje, które po części dość szybko stają się nieprzydatne, wymagają nieustannego wzbogacania. Szkoła do tego musi przygotowywać. A ponadto dawać pewną wiedzę o różnych zawodach i o rynku pracy (w końcowych klasach).

Oczywiście musimy zdawać sobie sprawę z trudności, wynikających ze złych przyzwyczajeń. Po poprzednim ustroju odziedziczyliśmy "wyuczoną bierność". Każdy sobie jakoś musiał radzić, ale inicjatywy mieć nie powinien. Przyzwyczajał się, że od inicjatywy jest władza, on ma słuchać i wykonywać.

Tymczasem dzisiaj inicjatywa i poczucie współodpowiedzialności są niezwykle ważne, to warunek powodzenia nie tylko jednostek, ale i całego państwa. Żaden urząd nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie potrzeby. Nowoczesny sposób sprawowania władzy (na wszystkich jej szczeblach) polega na umiejętności współpracy z rozmaitymi ciałami społecznymi, na korzystaniu z ich pomysłów i inicjatyw - oraz ich pobudzaniu.

Stopień samoorganizacji społeczeństwa jest miernikiem nie tylko kultury politycznej - co jest oczywiste - ale także w pewnym stopniu i kultury pracy, bo w obu wypadkach chodzi o inicjatywę i zaangażowanie.

U nas nie jest z tym najlepiej. Przeciętny Szwed należy do trzech organizacji. A tymczasem na terenie pewnego polskiego powiatu istnieje tylko koło gospodyń wiejskich ... i dużo bezrobotnych. Przy tym stopniu bierności bezrobotni pracy nie znajdują, nie tylko z powodów "obiektywnych", ale i dlatego, że jej nie szukają, nie umieją jej szukać, nie umieją niczego wymyślić.

Nasza kultura pracy jest jeszcze bardzo niewystarczająca. Musimy zrobić ogromny wysiłek kształtowania odpowiednich postaw, budzenia inicjatyw. To jest równocześnie zadanie dla rodziny, dla szkoły, dla samorządów, dla organizacji społecznych, dla katechezy i całego duszpasterstwa. Trzeba to robić szybko i od podstaw.

Jakich mamy bezrobotnych?

Musimy się teraz zastanowić nad samymi bezrobotnymi, bo wszyscy zastanawiają się nad bezrobociem, mało kto mówi o bezrobotnych. Niedawno czytałem bardzo dobry artykuł wybitnego ekonomisty, który bardzo wnikliwie analizował problem bezrobocia. Ale zauważyłem, że w tym długim artykule słowo "bezrobotny" nie padło ani razu. Tam były tylko trendy, wskaźniki i procenty.

Tak nie da się ani myśleć, ani działać. Jeżeli mamy rozwiązywać, czy łagodzić problemy bezrobocia, to trzeba znać bezrobotnych, rozumieć ich, martwić się o nich, pomagać im w rozmaity sposób.

Niektórzy, zwłaszcza u nas w Polsce, uważają, że problem rozwiąże się sam, gdy będzie rozwój gospodarczy. Wobec tego wszystko trzeba zrobić, aby stwarzać warunki dla rozwoju przedsiębiorczości, żeby dawać ulgi itd. itd. To jest słuszne, ale nie rozwiązuje sprawy. Bo rozwój gospodarczy może być różny. Wzrost produktu krajowego brutto może być nawet spory, a mimo to rozwój jest chory.

Kiedyś zdarzyło mi się uczestniczyć w podróży studyjnej po Brazylii. Ku mojemu zaskoczeniu dowiedziałem się, że w pewnym okresie produkt krajowy brutto znacznie wzrósł. Brazylia stała się ważnym w świecie eksporterem broni, a równocześnie znacznie wzrósł analfabetyzm. Jaki to rozwój? Na dłuższą metę to katastrofa.

Rozwój musi być harmonijny, to musi być rozwój ludzi i społeczeństwa, a nie tylko doraźny wzrost produktu globalnego. Trzeba więc zmienić perspektywę, zacząć od ludzi.

Gdy przyjrzymy się samym bezrobotnym, to dostrzeżemy bez trudu, że bezrobocie jest czynnikiem niszczącym bezrobotnego i dość często jego rodzinę. Dlatego obecny system zasiłków stoi na głowie - promuje niszczącą bezczynność zamiast pożytecznej pracy.

Oczywiście trzeba brać pod uwagę szarą strefę i bezrobocie pozorne. W Polsce nie wiadomo ilu jest prawdziwych bezrobotnych. Przecież 70-80 proc. zarejestrowanych bezrobotnych już nie ma prawa do zasiłków. Jeżeli tak, to z czego żyją? Żyją nędznie, ale żyją. Muszą więc mieć jakieś źródła dochodu. Zapewne część pracuje na czarno, część trudni się jakimś pokątnym, drobnym handlem, przemytem, czy drobną przestępczością. Z jednej strony to dobrze, bo jakoś żyją - ale z drugiej to katastrofa odsunięta w czasie, bo przecież nie będą mieli prawa do emerytur.

A równocześnie społeczeństwo się starzeje, mamy kryzys systemu emerytalnego we wszystkich starzejących się społeczeństwach. Pozostanie więc tylko opieka społeczna, która ledwie dyszy.

A do tego dochodzi jeszcze problem rent, które w PRL-u przyznawane były łatwo, nie zawsze legalnie. Zapowiedziana weryfikacja może się okazać bolesna - sporo rencistów może przez nią nie przejść.

Społeczność bezrobotnych można, z grubsza biorąc, podzielić na trzy kategorie. Pierwsza to zrezygnowani, którzy już nie walczą, już nie szukają pracy, może już nawet nie są do niej zdolni. Schodzą na margines społeczeństwa, stają się żebrakami, włóczęgami, drobnymi przestępcami. Degradują się wielostronnie.

Druga kategoria, to "przystosowani". Ci, którzy nauczyli się żyć jako bezrobotni, umieją kombinować, wyłudzać wszelkiego rodzaju zasiłki i zapomogi, trochę dorabiają czy dokradają. Nie jest to łatwe, ale możliwe. W Niemczech dużo łatwiejsze - przed kilku laty nawet powstało w Berlinie Stowarzyszenie Szczęśliwych Bezrobotnych.

A jeszcze jest trzecia - to są ludzie zbuntowani, którzy nie mogą pogodzić się z tym, że się ich degraduje. Nieraz bez własnej winy są odrzucani, czują się bezsilni.

To są ludzie, którzy albo stają się przestępcami, nieraz idą do mafii albo do organizacji skrajnych, także terrorystycznych. To zjawisko trzeba traktować bardzo poważnie.

Zwłaszcza dla młodzieży bezczynność jest bardzo groźna. Przed kilkoma laty przeprowadziliśmy ankietę na temat młodzieży i przemocy, rozprowadzana w szkołach średnich. Pytaliśmy młodych, skąd się bierze przemoc wśród młodych, jak się przejawia, przeciwko komu, jak z nią walczyć, jak zapobiegać. Dostaliśmy około trzech tysięcy odpowiedzi, często bardzo ciekawych. Okazało się, że młodzi ludzie trzeźwo patrzyli na sytuację. Doskonale opisali przyczyny przemocy, ale mieli sporo trudności ze wskazaniem środków zaradczych. Przyczyny okazały się proste: nuda, brak pozytywnego zajęcia, jakiegoś celu. Dokładnie mówili to, co profesor Kępiński, znakomity psycholog, określił krótko: "człowiek, który nie tworzy, musi niszczyć". Albo się realizuje robiąc coś, tworząc, ale gdy nie może - czy nie chce - to realizuje się niszcząc, protestując, krzycząc, bijąc, kopiąc itd. Zatem młodzi proponowali tworzenie jakichś klubów dla młodzieży, dyskusyjnych czy sportowych, organizowanie jakiejś sensownej działalności, jakiejś pozytywnej aktywności.

Bezrobocie jest dla młodych szczególnie niebezpieczne, może w krótkim czasie wykolejać ludzi na całe życie.



1 2 3 4 5 6